Wyprawa północ / Eine Reise nach Norden - Version PL

http://2011aida.czos.eu/

Start, Bergen, Geiranger Fjord, Dalsnibba, Neptuns Besuch, Lofoten, NORDKAP, W dreodze do Islandii, Akureyri, Jólasveinar /13 Mikołajów, Dimmuborgir, Pseudokratery, Wrzące błota Námaskard, W niewol Neptuna, Akcja ratunkowa w zatoce Reykjavik.

http://2011aida.czos.eu/

19.06.2011 Start
Pogoda jest nędzna. Wieje wiatr, od czasu do czasu siąpi deszcz. Piekną jesień mamy tego lata. Po trzech godzinach jazdy pociągiem i jednej przesiadce docieramy do Hamburga. Poraz pierwszy w życiu dojechałem pociagem bez żadnych niespodzianek. Nawet drobnego spóźnienia, żeby można było ponarzekać, nie było. Brawo deutsche Bahn!
Przy wyjściu z dworca czekały już odpowiednie służby Aidy. Odebrały od nas bagaże i skierowały do odpowiedniego transferowego autobusu. Super. Z wolnymi rękami, tylko dokumenty w bagażu podręcznym pojechaliśmy. Nasz bagaż zobaczyliśmy dopiero w naszej kabinie. Luksus.
Udprawa w terminalu odjazdowym nie trwała, razem ze staniem w kolejce, dłużej niż 15 minut. Organizacja niesamowita.
Wstępne zwiedzanie statku, kolacja i o godzine 21.00 opuszczamy Hamburg. Płyniemy Elbą (Łabą) w kierunku morza północnego. Pada deszcz, jest ciemno więc nie ma widoków do podziwiania. Idziemy spać.

20.06.2011 Pierwszy dzień na morzu.
Pogoda trochę się poprawiła. Od czasu do czasu wygląda słoneczko. Wjeje jednak zimny wiatr, więc do korzystania z kompleksu pokładów słonecznych z basenami, leżakami, boiskami sportowymi czy bieżnią wymaga wiele samozaparcia. My go nie mamy, więc korzystamy raczej z dobrodziejstw kulturalnych proponowanych w statkowym "Theatrium". Mamy tam sztuki teatralne, koncerty występy estradowe typu comedy i variete, reczitale itp. Naszym uznaniem cieszą się jednak najbardziej wykłady z geologii, geografii i historii terenów, które będziemy zwiedzali. Wykłady te były na bardzo wysokim poziomie i bardzo interesujące. W tym miejscu należy pochwalić organizatorów. Nie poszli na łatwiznę. Poza tym: czapki z głów przed p. Rieche - najlepszym wykładowca w tej rundzie. Czytanie baśni i legend tych krajów było równie interesujące. Oglądaliśmy też trochę teatru i estrady, ale na wszystko naprawdę było za mało czasu.
Wszystkie te imprezy były transmitowane przez wewnętrzną telewizje do kabin. Poza tym rozpoczęliśmy dzisiaj zwiedzanie (nie bez skutków finansowych) tutejszych barów. A jest ich wiele...

21.02.2011 Bergen
Już
od 5.30 jesteśmy na nogach. Wpłynęliśmy właśnie do fjordu prowadzącego do
Bergen. Oba aparaty fotograficzne poszły w ruch.
Pogoda mało zachęcajaca. Wieje zimny, przenikliwy wiatr, a my mamy w planach
wycieczkę statkiem po okolicznych fjordach. Zobaczymy, co tego wyniknie.

O 9.00 zgodnie z planem dobijamy do wybrzeża. Przesiadamy się na mały
wycieczkowiec i ruszamy. Jest zimno, ale pogoda poprawia się systematycznie.

Zatoki, skały i wyspy są przepękne.
Szczególnie w słońcu, które zdążyło już wyjść zza chmurek.

Po dwóch godzinach dobijamy do brzegu i autobusem wracamy do Bergen. Po drodze rzepiękne widoki i cudowne
serpentyny.

W mieście zwiedzamy jeszcze starą hanseatycką czyli poniemiecką dzielnicę
Bryggen. Jedyna w swoim rodzaju drewniana architektura dzielnicy portowej
zachowała się w niezmienionym stanie od kilkuset lat. Obecnie wpisana jes tdo
Księgi Swiatowego Dziedzictwa UNESCO.

Po obiadku wybieramy się jeszcze na spacerek po mieście. Na słynnym Rybnym
Targu wdaję sie w dyskusję z panią ze straganu z wędzonymi i suszonymi rybami.
Henia się niecierpliwi, klienci czekają a my rozprawiamy o filozofii, ewolucji
i rozwoju Homo Sapiens.

Przy okazji po raz pierwszy w życiu
zjedliśmy po kawalku wieloryba.

Jeszcze tylko wjazd kolejką na górę widokową. Tam kawa, zdjęcia, podziwianie wspaniałych
widoków oraz AIDY "z lotu ptaka" i już
musimy wracać. Szkoda,
że ten piękny dzień już się kończy.

O 18.00 statek odpływa.. Przed nami Geiranger Fjord.

22.06.2011 Geiranger Fjord
Geirangerfjord - fiord w południowo-zachodniej Norwegii, w 2005 roku wraz z Nærøyfjord
wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Fiord ma długość 16 kilometrów
i otoczony jest stromymi, skalistymi zboczami, po których spływają liczne
wodospady. Na okolicznych wzgórzach rozsiane są dawne, opuszczone farmy. Między
wioskami Geiranger i Hellesylt, leżącymi na przeciwległych krańcach wąskiej
doliny fiordu, kursują promy.

Zródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Geirangerfjord


Dzisiaj będziemy potrzebowali sporo czasu, aby otrząsnąć się z szoku po tym, co
zobaczymy. Nieważne, z której strony i z jakiej perspektywy zobaczymy Geiranger
Fjord. Jego widok zawsze zapiera dech w piersiacch. Widząc otoczony wysokimi,
stromymi ścianami skalnymi, a w nieco dalszej perspektywie zaśnieżonymi
szczytami fjord, nawet na ogromnym statku jak AIDA czuje się człowiek calkiem
maleńki. Gwałtowne wodospady, jak słynne "Siedem Sióstr", zuzpelniają
jedyne w swoim rodzaju otoczenie. Równie imponujący, jak widok z dołu na
otoczenie Fiordu, jest też widok z góry. Zarówno widoki z "Orlej
Perci", czyli pełnej sertentyn z zakrętami nazywanymi tu uchem igielnym
drogi na szczyt Dalsnibba, jak i ze szczytu tej góry są imponujące i zapierają dech w piersi. Z położonej
na wysokości 1500 mnpm punktu widokowego rozciąga sie niopowtarzalny widok na
cudowne góry i leżący półtora kilomentra pod nami Geiranger Fjord.

Zródło: http://www.aida.de (Tłumaczenie).
Quelle: http://www.aida.de

"Ten, kto zaprojektował ten kawałek Ziemi, był poetą, malarzem, albo
filozofem. Albo wszystkim tym w jednej osobie. Widok ten wzbudza lęk i
jednocześnie ekstazę. Pokazuje, jacy jesteśmy maleńcy w obliczu prawdziwej potęgi.
Jednocześnie z tego miejsca rozchodzi się nieopisane piękno i urok. Pierwotna
dzikość pionowych ścian skalnych. Tysące wodospadów mieniących się wszystkimi
kolorami tęczy. Strome góry z potężnymi lodowcami. Gęsta soczysta zieleń, którą
chciałoby się ująń w dłonie. Jest to kompozycja majestatycznego teatru
norweskiej przyrody. A tytul tej kompozycji brzmi: "Podniecający Fjord
Geiranger".

Zródło: AIDA Luna Broschüre "Tolle Ausflüge voraus" s.16
(Tłumaczenie)
.

Dalsnibba
jest
szczytem górskim na południe od norweskiego ośrodka turystycznego Geiranger.
Górę łączy z wioską droga długości 7 kilometrów, która wspina się na wysokość
aż 1495 mnpm. Często nawet latem pokryta jest śniegem. Szczyt leży na wschód od
położonej na wysokości 1038 mnpm przełęczy Dalsnibba. Tam znajduje się chata
górska (schronisko) Djupvasshytta. Zaraz obok mieni się szmaragdowo-błękitną
wodą jezioro Djupvatnet (1016 mnpm). Niestety, przez większą część roku pokryte
jest lodem i śniegiem. Od Djupvasshytta prowadzi na szczyt góry prywatnam
płatna droga zwana Nibbevei.
Zródło:
http://de.wikipedia.org/wiki/Dalsnibba

23.06.2011 13.23 Neptun - Wir überqueren den Polarkreis
"Siedzimy spokojnie na balkonie i podziwiamy widoki. Świeci
słoneczko. Wokól woda, woda i woda...
Nagle statek podskoczył i opadł ciężko na wode. Co się stało? Wybiegamy na balkon. Na wodzie
widzimy dłogą aż po horyzont linię. Wszystko jasne. Właśnie przekroczyliśmy
koło podbiegunowe."

To jest oczywiście żart. Zadnych linii na wodzie nie było. Mimo to
przekroczyliśmy koło podbieunowe. O ile praca moich nauczycieli geografii
sprzed prawie pięćdziesiąciu lat nie poszła na marne, to północne koło
podbiegunowe, które właśnie przekroczyliśmy przebiega po równoleżniku 60°
północnej szerokości geograficznej. Za tą wirualną linią zaczyna się obszar
bialych nocy. Latem słońce na tych obszarach nie zachodzi. Im bliżej bieguna,
tym dłużej trwa podbiegunowy dzień. Na samym biegunie pół roku trwa polarny dzień
i pół roku podbiegunowa noc. Na obszarach, po których my się poruszamy dzień
trwa TYLKO KILKA TYGONI, ale trafiliśmy w dziesiątką. Przez cały czas naszego
pobytu na polarnych wodach trwa dzień. Organizm trochę się buntuje i po kilku
dniach jest całkiem skołowany i nie bardzo rozpoznaje pory dnia.

SMS od Jadzi z okazji
przekroczenia koła podbiegunowgo:

To się Wam należy mokry chrzest. Jeżeli Was pominą, to ja mogę służyć pomocą.

PS. Unas w nocy była burza. Piorun strzelił i nie mam internetu.
Moja odpowiedź na SMS od Jadzi:

Neptun na
statku był, ale do kitu. Nie bylo żadnego chrztu morskiego w sensie znanym nam
z różnych morskich opowiesci. Uroczystość chrztu morskiego na AIDA Luna byla
do... niczego. Neptun przyszedł i poczestował chątnych przesolonym makaronem i
kilku podobnymi specjałami, nadał im morskie imiona a certyfikat można było sobie
kupic w Fotoshopie (sklep na 10 piętrze). W związku z tym postanowiłem sam
ochrzcić Henię (mam uprawnienia, bo w 1966 zostalem przez Neptuna ochszczony na
kajakarza słodkich wód) i nadalem jej imię "Zywiecka Szprotka". A
certyfikat zamiast kupić w miejscowym Fotoshopie zrobię jej Photoshopem
(Program na moim PC). Co do internetu,
to też go nie mamy. W nasz internet strzelila cena. Pawie 25 € za godziną to
jednak lekka przesada. Zrezygnowaliśmy. Jesteśmy tu w innych celach. Internet będzie później...

Koło podbiegunowe - równoleżnik ziemski o
szerokości geograficznej 66°33'39"N (na półkuli północnej) lub
66°33'39"S (na półkuli południowej). Koło podbiegunowe wyznaczone jest
przez kąt padania promieni słonecznych równy 0°, w czasie gdy Słońce znajduje się
w zenicie nad Zwrotnikiem Raka lub nad Zwrotnikiem Koziorożca. Jego odległość
od bieguna wynika z nachylenia osi obrotu Ziemi do płaszczyzny ekliptyki. Gdyby
to nachylenie było mniejsze niż 45°, koła podbiegunowe znajdowałoby się bliżej
równika niż zwrotniki - z taką konfiguracją mamy do czynienie np. na planecie
Uran.

Na wyższych szerokościach geograficznych w dniach przesilenia letniego lub
zimowego Słońce przez całą dobę znajduje się pod horyzontem - odpowiednio na
półkuli północnej na przełomie 4. kwartału i 1. kwartału następnego roku, na
południowej - na przełomie 2. i 3. kwartału, gdy panuje tam zima. Występuje tam
wówczas tzw. noc polarna. Sytuacja odwrotna, kiedy Słońce znajduje się cały
czas ponad horyzontem, to dzień polarny.

Ze względu na zjawisko refrakcji światła słonecznego w atmosferze ziemskiej
obszary występowania nocy polarnych i dni polarnych nie pokrywają się ze sobą.
Obszar występowania dni polarnych jest nieco większy niż obszar zawarty
wewnątrz koła podbiegunowego i wynosi φ >65°42', zaś obszar nocy
polarnych - nieco mniejszy wynoszący φ >67°24'.

Zródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%82o_podbiegunowe<?xml:namespace prefix = o />

23.06.2011 po południu: Mijamy Archipelag Lofotów

Siedzimy na pokładzie słonecznym i podziwiamy widoki. Świeci słoneczko. Wokól woda, woda i woda... W oddali pojawiają się Lofoty. Tym razem tam nie zajedziemy. Zamiast tych wysp wybraliśmy Islandię. Niemniej wyspy wyglądają prześlicznie i nacykaliśmy sporo zdjęć.
Lofoty - archipelag na Morzu Norweskim u północno-zachodnich wybrzeży Norwegii. Od stałego lądu oddzielony cieśniną Vestfjorden. Górzyste ukształtowanie powierzchni (maks. wysokość 1161 m n.p.m.), linia brzegowa silnie rozwinięta. Klimat umiarkowany chłodny, wybitnie morski; łagodzący wpływ Prądu Zatokowego. Średnia temperatura stycznia i lutego -1 °C, lipca i sierpnia 12 °C.
Łączna powierzchnia wysp 1 227 km²; największe z nich to: Austvågøy (526,7 km²), Vestvågøy (411,1 km²), Moskenesøya (185,9 km²), Flakstadøya (109,8 km²), Gimsøya (46,4 km²). Liczba mieszkańców: ok. 24,5 tys.; główna osada i port Svolvær (ok. 5 tys. miesz.) znajduje się na wyspie Austvågøy. Tradycyjnym źródłem utrzymania mieszkańców jest rybołówstwo i przetwórstwo ryb, zwłaszcza dorszy, rolnictwo (uprawa zbóż i ziemniaków, mleczarstwo), turystyka (ok. 200 tys. odwiedzających rocznie).
Archipelag Lofoty jest spornym punktem w konflikcie pomiędzy grupami norweskich ekologów a przedstawicielami przemysłu naftowego, którzy chcą rozpocząć proces poszukiwać nowych złóż ropy na obszarze wysp. W marcu 2011 norweski rząd postanowił wstrzymać się z wydobyciem, co najmniej do czasu kolejnych wyborów parlamentarnych w 2013 roku.
Pierwsze ślady osadnictwa sprzed ok. 6 000 lat. Wyspy zapewniały dobre warunki do życia dzięki bogactwu zwierzyny łownej i ryb.Rolnictwo pojawiło się ok. 2 000 lat później.
W średniowieczu osadnictwo wikingów; od tego okresu datuje się również rozwój rybołówstwa na Lofotach. Od XIV w. stopniowe popadanie w zależność od Norwegii.
Współczesne osadnictwo od poł. XIX w.
Zródło: http://pl.wikipedia.org/

24.06.2011 16.22 Przylądek Północny - Nordkap
Wykorzystujemy północne
słoneczko i opalamy się na balkonie.
Nagle statek za czyna się niebezpiecznie przechylać na prawą burtę. W
panice wybiegamy na pokład. Caöe szczęście był to falszywy alarm. To tylko 2000
pasażerów wyszło na poklad i przeszło na prawą burtę, bo właśnie po tej stronie
mijaliśmy Nordkap czyli Przylądek Północny. Każdy chce zobaczyć i sfotografowac
najdalej na północ wysunięty kawałek Europy. Tym bardziej, że pogoda dzisiaj
wyjątkowo dopisała. Swieci piękne północne słońce. Skały Przylądka oświetlone
są wspaniale i po prostu zapraszają do robienia zdjęć. Trzeba korzystać z
okazji, bo pogoda w tym regionie potrafi zmienić się w ciągu kilku minut.
Przekonaliśmy się o tym już kilka godzin później, kiedy wybraliśmy się obejrzeć
Przylądek od strony lądu. W ciągu kilku minut zeszla tak gęsta mgła, że o
zrobieniu sensownego zdjęcia nie było mowy.
Dołączyliśmy zatem do tłumu
usiłującego za wszelką ceną przechylić statek na prawą burtę i "strzelaliśmy zdjęcia", że nam się aparaty z
przepraowaniaomal nie przegrzały.

Poza tym: Nordkap, tak naprawdę nie jest prawdziwym Przyladkiem Północnym.
Pawdziwym Przylądkiem Północnym Europy jest leżący niedaleko półwysep
Knivskjellodden. (Knivskjellodden - przylądek
w Norwegii, w prowincji Finnmark, na wyspie Magerøya, kilka kilometrów na
północny zachód od Przylądka Północnego (norw. Nordkapp) położonego na tej
samej wyspie. Porównanie położenia
przylądków na wyspie Magerøya: Knivskjellodden
- 71°11′08″N i 25°40′33″E, Nordkapp - 71°10′21″N i 25°47′40″E Pomimo że
Knivskjellodden jest o ok. 1,2 kilometra bardziej wysunięty na północ niż
Nordkapp, ze względu na to, że jest dosyć płaski i topograficznie mniej
interesujący, to Nordkapp jest traktowany jako cel wycieczek na północny skraj
Europy. Na Knivskjellodden ustawiony jest słup z betonowych płyt (ułożonych w
ostrosłup ścięty) z napisem informującym o geograficznych współrzędnych
przylądka.

Na przylądek Knivskjellodden nie można dojechać samochodem. Możliwa jest jednak
piesza 9-kilometrowa wycieczka oznaczoną trasą rozpoczynającą się z parkingu
(także oznaczonego), znajdującego się kilka klometrów na południe od Nordkapp.

(Zrodlo:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Knivskjellodden)

24.06.2011 23.55 - Przylądek Północny - Nordkap

Nordkap
czyli przylądek północny. Jeżeli to jeszcze nie koniec Swiata, to przynajmniej
koniec Europy. Przed nami morze, za nami Europa i reszta Swiata. Dotarliśmy do
najbardziej na północ wysuniętego punktu Europy. Tutaj mozna jeszcze tylko
zeskoczyć ze skały (307 m) i popłynąć w stronę bieguna...

"Dochodzi północ, świeci słonce. Dzien skończy się w tym regionie za kilka
tygodni. Ale nie ma czego "tutejszym" zazdrościć. Polarna noc trwa
tak samo długo jak i polarny dzień...".

Tak miał się rozpoczynać ten tekst. Niestety, życie jak zwykle wniosło swoje
poprawki. Kilkaset metrów przed Nordkap zeszła mgała. Tak gęsta mgła, że o
zrobieniu jako takich zdjęć nie ma mowy. Nie wspomnę już o widokach, które
obiecywaliśmy sobie zobaczyć. Widzieliśmy tylko wspaniałą, gąstą, północną
mgłę.

Zatem: Nordkap widzieliśmy od strony morza, byliśmy na Nordkap, ale na Nordkap
nie widzieliśmy nic poza mgłą.

Poza tym: Nordkap, tak naprawdę nie jest prawdziwym Przylądkiem Północnym. Prawdziwym Przylądkiem Północnym
Europy jest leżący niedaleko półwysep Knivskjellodden. [i]

Jak to się stało? Po prostu. Ekspedycja, która w roku 1513 szukała pólnocnej
drogi morskiej do Chin i Indii odkryła przylądek, określony przez nich jako
Nordkap -- Przylądek Północny. Późniejsze pomiary wykazały, że nawigator
wyprawy pomylił się...

[1] Knivskjellodden - przylądek
w Norwegii, w prowincji Finnmark, na wyspie Magerøya, kilka kilometrów na
północny zachód od Przylądka Północnego (norw. Nordkapp) położonego na tej
samej wyspie.

Porównanie położenia przylądków na
wyspie Magerøya:

Knivskjellodden - 71°11′08″N i 25°40′33″E,

Nordkapp - 71°10′21″N i 25°47′40″E

Pomimo że Knivskjellodden jest o ok. 1,2 kilometra bardziej wysunięty na północ
niż Nordkapp, ze względu na to, że jest dosyć płaski i topograficznie mniej
interesujący, to Nordkapp jest traktowany jako cel wycieczek na północny skraj
Europy. Na Knivskjellodden ustawiony jest słup z betonowych płyt (ułożonych w
ostrosłup ścięty) z napisem informującym o geograficznych współrzędnych
przylądka.

Na przylądek Knivskjellodden nie można dojechać samochodem. Możliwa jest jednak
piesza 9-kilometrowa wycieczka oznaczoną trasą rozpoczynającą się z parkingu
(także oznaczonego), znajdującego się kilka klometrów na południe od Nordkapp.

(Zrodlo:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Knivskjellodden)

Stop!
Koniec! Dalej się nie da!!!
Przylądek
Północny (Nordkap) jest najbardziej na północ wysuniętym skrawkiem Europy,
który da się osiągnąć samochodem bez potrzeby używania promu czy statku. Na 307
- metrowej, wpadającej pionowo do morza skale znajduje się najpopularniejszy
motyw fotograficzny północy: Kula ziemska z żelaza. W hali "Nordkap" znajdują się stoiska z pamiątkami,
restauracje i centrum informacyjne z wartym obejrzenia Multivisionsshow. Na
poczcie można nabyć dyplom potwierdzający pobyt na Nordkap. Jeżeli ktoś wyśle
pocztówkę, Zostanie ona ostemplowana słynnym "Nordkap-Stempel".
Niebiańska
gra natury stawia to wszystko w
cieniu... I to w dodatku 24 godziny na dobę: północne słońce nie zachodzi tu
latem nigdy. Ono otacza krajobraz magicznym światłem. Nie zapomnij zatem
słonecznych okularów i aparatu fotograficznego...
Quelle: http://www.aida.de
Übersetzung: HT

Honningsvåg
- miejscowość w norweskiej prowincji (fylke) Finnmark, ośrodek administracyjny
najbardziej na północ wysuniętej norweskiej (i w ogóle europejskiej) gminy
(kommune) Nordkapp. Współrzędne geograficzne 71°N 26°E, 2500 mieszkańców.
Miejscowość położona jest na wyspie Magerøya, ok. 35 km na południe od
Przylądka Północnego, w połowie drogi pomiędzy Oslo (2119 km) a biegunem
północnym (2110 km).
Osadnictwo
w tej okolicy sięga ok. 10 tysięcy lat temu. Sprzyjało mu działanie
Golfsztromu, który powoduje, iż średnia temperatura stycznia sięga -4 °C, czyli
jest tu znacznie cieplej, niż w innych rejonach świata na tej samej szerokości
geograficznej. Dzięki temu wody Morza Barentsa w pobliżu Honningsvåg przez cały
rok wolne są od lodu i sprzyjają połowom ryb.
Jest
tu urządzone niewielkie muzeum regionu (Nordkappmuseet), a z pobliskich wzgórzy
rozciąga się widok na tutejszy port i okoliczne skały i zatoki. W pobliżu
znajduje się niewielkie lotnisko, w porcie jest też terminal pasażerski
obsługiwany przez regularne linie promowe Hurtigruten, a europejska drogą E 69
dojeżdżają tu samochody (a także autobusy regularnych linii pasażerskich) z
innych części Norwegii.
Zródło:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Honningsvåg

25 i 26 Czerwca - 2. i 3. dzień bez zawijania do portu - w drodze na Islandię .

Po kilku dniach intensywnego zwiedzania nareszcie trochę odpoczynku. Należy się nam. Nareszcie mam czas trochę uporządkować zdjęcia no i oczywiście dokładniej poznać statek.
Nie jest to jednak takie proste. 14 pokładów (pięter) i prawie na każdym jakaś przeszkoda czyli restauracja albo bar. Poza tym kelnerzy kręcą się wszędzie i dbają o to, aby goscie nie zaczęli się nudzic. Obsługują gości nawet na kanapach w Theatrium. Zarówno wspomniane kanapy, zwane tu wyspami relaksu, jak i samo Theatrium to temat sam w sobie do osobnego repotrażu. Może to kiedyś opiszę, bo warto. Kanapy, zwane tu wyspami relaksu, wymyślone zostały dla średnio leniwych gości zainteresowanych spektaklami proponowanymi przez Theatrium. Ci mniej leniwi przychodzili wcześniej i zajmowali sobie lepsze lub gorsze miejsca na widowni. Ci całkiem leniwi oglądali spektakle w kabinach za pośrednictwem telewizji pokładowej. Ci średnio leniwi starali się zająć miejsca na kanapach. Kanapy umieszczone były za ostatnimi rzedami widowni. Leżąc (tak, to były miejsca leżące!!!) na nich nie można było zobaczyć sceny, ale było doskonale słychać, co się na scenie działo. Aby mieć również wizję, do każdej kanapy zainstalowano telewizor, który przekazywał obraz ze sceny. Audio było naturalne, lub też, jeżeli ktoś miał ochotę, mógł podłączyć do kanapy słuchawki.
Spektakle wolałem oglądać z widowni, ale popołudniowe koncerty jazzu najchętniej słuchałem na kanapie. Wyobraź sobie: ty z kobietą swojego życia (aby nie było nieporozumień - z żoną!!!) leżysz na wygodnej kanapie... wspaniala muzyka... kelnerzy podają napoje (szczególnie te wskazujące na...) a statek mknie w kierunku Islandii... Przepraszam, czy ktoś coś wspominał o raju...?

Akureyri

Ktokolwiek myśli o wyprawie na Islandię myśli zapewne o
potężnych gejzerach: wyrzucają one wodę pod potężnym ciśnieniem na wysokość do
35 m. Mniej znany, ale rówmie piękny
jest położony niedaleko Akureyri wodospad Godafoss (Wodospad Bogów). Woda spada
tu na 12 mw dół. Szeroka ponad 30 m ściana
wspadającej wody tworzy tu wspaniałą, błyszczącą zasłonę. Kto to zobaczy,
nytychmiast wie, dlaczego jest to Wodospad Bogów.
Niedaleko połozone
jezioro Myvatn
(Jezioro Komarów) jest czwartym co do wielkości jeziorem na Wyspie. Leży 288
mnpm i ma powierzchnię ponad 37 kilometrów kwadratowych (1/3 jeziera Sniardwy
na Mazurach), lecz ma głębokość zaledwie 5m. Ponieważ w okolicy znajduje się
granica euroazjatyckej i amerykańskiej płyty kontynentanej (tektonicznej),
dokoła jeziora znajduje sie bardzo dużo skał wulkanicznych, zarówno bardzo
starych, jak i tych sprze kilkudziesięciu lat. Błotne, gorące źródła niedaleko Námaskard ostrzegają przed drzemiącymi w tutejszej
ziemi Mocami. W parku Dimmuborgir należy uważać, aby nie zgubić się w lesie
niesamowitych tworów skalnych. Fascynujące pseudokratery można zobaczyć w
okolicy Skútustadir. Nie są to jednak wulkany. Sa to bloki lawy, króre zostały
wyrzucone przez wulkany prosto do jeziora. Woda błyskawicznie wyparowała
powodując szybke ostudzenie blokóe, które przybrały przy tym kształty wtórnych
wulkanów.

Jezioro Komarów w pełni załuguje, szczególnie latem, na swoją nazwę. Insekty
tańcaą nad wodą w chmarach podobnych do czarnych chmur.

Największą atrakcją tej okolicy są jednak naturalne kąpieliska. Niepowtarzalna
mieszanka Minerałów, silikatów i geotermalnych mikroorganizmów powodują, że
kąpiel staje się wspaniałym przeżyciem
dla organizmu i dla ducha.
Zródło: http://www.aida.de (Tlumaczenie)

Akureyri
Akureyri -

miasto
w północnej Islandii, położone nad fiordem Eyjafjörður, w otoczeniu granitowych
gór dochodzących do 1500 m wysokości. Głównymi atrakcjami Akureyri są: Muzeum
Przyrodnicze, Muzeum Folkloru oraz ogród botaniczny Lystigarðurinn, w którym,
dzięki specyficznemu mikroklimatowi miasta, kilkadziesiąt kilometrów od koła
podbiegunowego rosną rośliny z Nowej Zelandii, Hiszpanii czy Tanzanii, jak
również typowe gatunki flory islandzkiej.
W
pobliżu Akureyri na uwagę zasługują: jezioro Mývatn - (37,2 km², największa
głębokość - 4,5 m); licznie występujące formacje wulkaniczne, bogactwo różnych
gatunków ptaków, raj dla ornitologów, geologów, biologów, wulkanologów,
wodospad Goðafoss (wodospad bogów) - w kształcie podkowy; nazwę wziął od bożków
pogańskich, których posagi zostały wrzucone do wodospadu, kiedy Althing podjął
decyzję o chrystianizacji Islandii oraz wodospad Dettifoss - położony w
największym w Europie kanionie i jednocześnie parku przyrody - Jökulsárgljúfur.
Dettifoss to największy w Europie wodospad - pod względem spływającej wody, 45
m wysokości, 100 m szerokości, położony w przepięknym kanionie.
Zródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Akureyri

Eyjafjörður
Eyjafjörður ma okolo 60 km dlugosci i do 24 km szerokosci i zanjduje sie na pólnocy Islandii kolo pólwyspu Tröllaskagi. od wschodu otoczony jest pólwyspem Tröllaskagi a od zachodu pólwyspem Flateyjarskagi. Ponad Fjordem wznosza sie góry o wysokoscipomad 1000m, np. Kaldbakur (1167 m). Fjord jestt bardzo gleboki, jednak ma dwie niebezpieczne mielizny na które musza uwazac przeplywajace tu czesto statki wycieczkowe: Hörgár- i Laufásgrunn przed Pfarrhofmuzeum Laufás. Z zewnetrzego Fjordu wychodza dwa mniejsze Fiordy: Héðinsfjörður und Ólafsfjörður. Na poludniowym jego koncu lezy miasto Akureyri a na zachodnim brzegu wioski rybackie Dalvík und Ólafsfjörður. Na wschdnim wybrzezzu znajduje sie skansen Laufás i miejscowosc Grenivík. Na Fiordzie znajduje sie wyspa Hrísey. Prawdopodobnie od niej pochodzi nazwa Fjordu, który w wolnym tlumaczeniu brzmi "fiord z wyspa".W roku 1997 odkryto okolo 1800 m przed przelecza Vikurskarð w Eyjafjörður gorace zródla, które wytworzyly tam trzy kolumny, które osiagaja wysokosc do 45 m. Geotermalne zródla znajduja sie w lawach bazaltowych, których wiek oktrzla sie na 6 do 12 milionów lat. Zródla te zbadano i ustalono, ze wyplywajaca tam woda ma temperature 72 st. C a wspomniane juz kolumny to Smektit, rodzaj skaly, która powstaje, kiedy bogate w dwutlenek krzemu SiO(2) plyny trafia na zimna, zawierajaca magnes wode. Od 2001 roku miejsce to jest prawnie chronione i jednoczesnie stalo sie ulubionym celem wypraw nurkowych. Niedawno odkryto w pólnocnej czesci Fjordu podobne twory geologiczne, ale te nie sa jeszcze zbadane.
Jak to w Islandii jest w zwyczaju, 60. kilomenrowa dolna w której zanjduje sie Fjord, nasi ta sama co i no nazwe.
Quelle:http://de.wikipedia.org/wiki/Eyjafj%C3%B6r%C3%B0ur

Jólasveinar czyli 13 islandzkich Mikołajów.
są islandzkimi odpowiednikami naszych Mikołajów. Jest to 13 gruboskórnych i szorskich w obejściu braci. Wprawdzie dzisiaj dopasowały się już na tyle do otaczającego je swiata, że noszą czerone, "mikołajowe" płaszcze i przynoszą nawet prezenty. Nie pozbyły się jednak dawnych przyzwyczajeń. Ponieważ potrafią wiele nabroić, matka nie pozwala im przez cały rok opuszczac jaskini w której mieszkają. Czasami jednak uda się ktoremuś z nich wymknąć się po kryjomu z jaskini. Sieje on wówczas popłoch w okolicy, szczególnie wśród dzieci. W parku widokowym Dimmuborgir można zobaczyć dziurę w skale, którą bracia wymykali się z domu. Raz w roku, ich sroga matka Trolica Grýla pozwala synom na opuszczenie kryjówki i udanie się między ludzi. Począwszy od 12 grudnia wypuszczca każdego dnia jendego z nich do siedzib ludzkich. I tak aż do 6 stycznia dokuczają oni, każdy z nich na swój sposób, ludziom. Nie należy jednak zapominać, że od niedawna, przynoszą też świąteczne prezenty.
Matką tej nietypowej trzynastki jest złośliwa trollica Grýla a ojcem troll Leppalúði. Grýla to straszydło. Powiadają o niej, że chętnie jada niegrzeczne dzieci. Do opisanego tu towarzystwa należy też mieszkający z nimi kot Jólaköttur, który odżywia się leniwymi ludźmi. Pracowici orzymuja za to prezenty (Jólaföt), najczęściej coś do ubrania..
Jako pierwszy, 12 .grudnia jaskinię opuszcza Stekkjastaur (Kij do popędzania owiec). Jest chudy i wysoki. Uwielbia ssać owcze mleko od owiec, ale jego zdrętwiałe nogi sprawiają, że jest to bardzo trudne.. Wraca do domu 25.grudnia.
13. grudnia jaskinię opuszcza Giljagaur (Prostaczek lub Kobold z Jaru). Znany z tego, że uwielbia pianę z krowiego mleka. Podkrada ją w oborach. Wraca 26 grudnia.
14. grudnia jaskinię opuszcza Stúfur (Krótki albo Konus). Uwielbia wyjadać po kryjomu przypalone resztki z patelni.. Wraca 27 grudnia.
15. grudnia jaskinię opuszcza Þvörusleikir (Lizacz łyżek). Lubi wkrtadać sie do domów i oblizywać nieumyte łyżki. Wraca do domu 28 grudnia.
16. grudnia jaskinię opuszcza Pottaskefill (Lizacz Garnków). Lubi wylizywać resztki z garnków. Wraca 29 grudnia.
17. grudnia jaskinię opuszcza Askasleikir (Lizacz Misek). Lubi wyjadać resztki z pozostawionych misek. Wraca 30 grudnia.
18. grudnia jaskinię opuszcza Hurðaskellir (Trzaskacz
Drzwiami). Lubi dokuczać ludziom robęc hałas. Szczególnie lubi trzaskać drzwiami. Wraca do domu 31 grudnia.
19. grudnia jaskinię opuszcza Skyrgámur (Obżartuch jedzący Skyr). Lubi podkracać i wyjadać Skyr - tradycyjny islandzki wyrób mleczarski podobny do jogurtu. Wraca 1. stycznia.
20. grudnia jaskinię opuszcza Bjúgnakrækir (Złodziej kiełbas). Jego imię doskonale opisuje jego charakter. Wraca do domu 2. stycznia.
21. grudnia jaskinię opuszcza Gluggagægir (Podglądacz). Lubi podkracać się wieczorami do okien i podglądać co robią ludzie. Wraca do domu 3. stycznia.
22. grudnia jaskinię opuszcza Gáttaþefur (Wąchacz). Jego imię doskonale opisuje jego charakter. Rozpoznawany jest po bardzo dlugim nosie. Wraca do domu 4. stycznia.
23. grudnia jaskinię opuszcza Ketkrókur (Hak do mięsa). Lubi podkracać i wyjadać mieso. Pieczeń świąteczną należy szczególnie dobrze przed nim pilnować. Wraca 5. stycznia.
23. grudnia jaskinię opuszcza Kertasníkir (Żebrak świec). Lubi swąteczne świece. Nie tylko oglądać, ale też kraść, dlatego też należy je dobrze przed nim pilnować. Wraca do jaskini 5. stycznia. Wtedy też kończy się w Islandii ostatecznie okres śwąteczny.
Zródło: http://de.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3lasveinar

Święty Mikołaj
Islandczycy mają nie jednego tylko trzynastu
świętych Mikołai. Ci Św. Mikołajowie nie mają nic wspólnego z polskim Św.
Mikołajem. Są one potomkami troli i na początku straszono nimi dzieci. Jednak w
ubiegłym stuleciu stały się o wiele bardziej przyjacielskie.

Ich imiona to: Stekkjastaur (Kij do owiec), Giljagaur (Prostaczek), Stúfur
(Krótki), Þvörusleikir (Lizacz łyżek), Pottasleikir (Lizacz garnków),
Askasleikir (Lizacz misek), Hurðaskellir (Trzaskacz drzwiami), Skyrgámur
(Obżartuch jedzący Skyr), Bjúgnakrækir (Złodziej kiełbas), Gluggagægir
(Podglądacz), Gáttaþefur (Wąchacz), Ketkrókur (Hak do mięsa) oraz Kertasníkir
(Żebrak świec).

Jak widać są oni bardzo psotni i do dnia dzisiejszego zachowali swoje unikalne
cechy. Żyją w górach wraz z rodzicami, którzy mają na imię Grýla i Leppalúði.
Przychodzą do miasta, jeden po drugim, w okesie przedświątecznym. Pierwszy z
nich zjawia się 12 grudnia a ostatni 24 grudnia. Wcześniej próbowali podkradać
to wszystko co im najbardziej się podobało i chętnie płatali komuś psikusa
(stąd ich imiona), lecz dzisiaj ich rola polega na przynoszeniu dzieciom małych
prezentów.

12 grudnia każde dziecko na Islandii wystawia swoje najlepsze obuwie na
parapecie u siebie w pokoju (niektóre wystawiają głębokie buty w nadziei na to,
że dostną więcej prezentów, ale do tej pory żaden z Mikołajów nie dał się
oszukać). Dzieci otrzymują po jednym małym prezencie od każdego Mikołaja raz dziennie. Ale uwaga!
Niegrzeczne dzieci mogą dostać zgniłego ziemniaka i nic więcej!

Mikołajowie często pojawiają się w czasie tańców świątecznych, które są bardzo
popularne wśród islandzkich dzieci. Dzieci (dorośli oczywiście też) tańczą
wokół choinki i śpiewają kolędy. Punktem kulminacyjnym tańców jest pojawienie
się Św. Mikołaja, który dołącza do tańców i śpiewów wraz z dziećmi i zwykle
rozdaje im paczuszki ze słodyczami. W pierwszy dzień po Bożym Narodzeniu
pierwszy z Mikołajów powraca w góry. Po czym jeden po dugim wszyscy powracają
do siebie, ostatni z nich 6 stycznia i to właśnie wtedy kończy się okres
świąteczny.

Zródło: Na podstawie http://www.borgarbokasafn.is/Portaldata/16/Resources/frettir_-_myndir/2010/jolasidir/Polska.pdf oraz
http://de.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3lasveinar

Dimmuborgir
(po
Islandzku cieme miasta lub ciemne zamczyska) to obszar wystygłej lawy na wschód od jeziora Myvatn w Islandii.
Dziwnie ukształtowane formacje skalne przypominające zniszczone ruiny zamków i
wież pozwalają zobaczyć w najbardziej fantastyczne stwory. Dlatego też
Dimmuborgir miejsce to znalazło się w islandzkij mitologii. Wefług mitologii miejsce to jest postrzegana
jako miejsce w którym mieszkają elfy i trolle i przede wszystkim 13 Islandzkich
Mikołajów z mamą Grýlą, tatą Leppalúði oraz kotem Jólaköttu. Park skalny
Dimmuborgir znajduje się w aktywny wulkanicznie regionie Jeziora Myvatn tuż
obok znanego z wulkanicznych popiołów ktrateru wulkanu Hverfjall.
Zródło:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dimmuborgir

Pseudokratery.
jest to zjawisko przypisane aktywności wulkanicznej. Kiedy gorąca lawa
przepływawa przez tereny podmokłe, bagna lczy też do jeziora lub stawy,
wytwarzają wybuchowe gazy. Pęcherze pary
wodnej przebijają się przez lawę i powodują tzw. hydrowulkaniczną eksplosję, po
której pozostają utworzone z prawdziwej
lawy kratery, często bardzo podobnie do prawdziwych kraterów wulkanicznych.
Struktury te nie posiadają jednak dojścia do zapasów magmy. Dlatego tez w
języku angielskim noszą nazwę rootless cone. W dosłownym tłumaczeniu znaczy
to "stożki bez korzen", co
oznaczać ma brak dojścia do magmy z
wnętrza Ziemi.

Dobrze znane przykłady pseudokraterów znajdują się wokół Jeziora Myvatn w
Islandii, wgminie Skútustaðir jak również w pobliżu stolicy kraju Rejkiawiku w
Rauðhólar i w południowo-wschodniej Islandii w Landbrotshólar.

Innym przykładem jest jaskinia Tintron w Gjábakkalavafeld w północno-wschodniej
Islandii. W tym przypadku jest to hornito (Formacja lawy w kształcie komina).
Hornito również zaliczane są przez
niektórych naukowców do pseudo-kraterów.

Również w Masywie Centralnym we Francji, poniżej należącego do Sancy Massif
zostały odkryte pseudokratery.

Pseudokratery znaleziono również na Marsie, co wydaje się potwierdzać, że na
planecie była kiedyś woda.

Zródło: http://de.wikipedia.org/wiki/Pseudokrater,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pseudokrater

.Wrzące błotaNámaskarð.
Przełęcz
Námaskarð znajduje się na północy Islandii niedaleko Jeziora Myvatn. Przełęcz
przecina do górę Námafjall na wysokości 410 mnpm. Przechodzi tamtędy droga nr 1
z Akireiry do Egilsstaðir. Około 5 km za miejscowością Reykjahlíð można zobaczyć po wschodniej stronie przełęczy
obszar zastygniętej lawy Búrfellshraun i
dalej pustkowie Mývatnsöræfi. Po prawej, poniżej góry Námafjall znajduje się
aktywny obszar gorących źródeł zwany
"Hverarönd" (albo "Hverir"), niekiedy od nazwy góry nazywany też
Námaskarð. Obszar ten, jak i sama góra jest częścią aktywnego systemu
wulkanicznego Krafa. Obszar ten
charakteryzuje się dużą ilością przeróżnych zjawisk geotermalnych jak gorące
źródła, wrzące błota (niem. Schlammtümpel lub Schlammtöpfe), fumarole (Fumarola
- rodzaj ekshalacji wulkanicznych towarzyszących czynnym wulkanom) i solfatary
(Solfatara - rodzaj ekshalacji wulkanicznych umiarkowanie gorących (o temperaturze
100 - 300ºC). Osiem kilometrów dalej na
północny położony jest główny wulkan
Krafla.
Zródło: http://de.wikipedia.org/wiki/Námaskarð
oraz : http://pl.wikipedia.org/wiki/Námaskarð

Uwięzieni przez Neptuna.
28.06.2011. Reykjavik czyli marzenie ściętej głowy...

Wie Jak już wspominałem prosto z Akurineyri ruszamy w sztorm. Juz w czasie wycieczki wiatr dawał o sobie znać. Koło wodaspadu Godafoss stwierdziliśmy, że deszcz na Wyspie pada poziomo. Przy tak silnym wietrze nie ma po prostu innychh szans. Zatem, już po odbiciu od kei w Akurineyri poczuliśmy, że Neptun tym razem nie ma ochoty na żarty. Fala zrobila sie spora, wiatr dochodził w porywach do 100 km/godz.
Aida jest wyposażona w stateczniki chroniące przed bocznym kołysaniem, nie było więc źle. Czuliśmy się jednak jak wpociągu jadącym po rozjazdach. Kołysania statku wdłuż stępki nie dało się wyeliminować.
Było to jednak kołysanie powolne, nie powodujące większych skutków (w razie czego odpowiednie torebki były jednak pod ręką). Statek unosił sie powoli i powoli opadał. Jedyny tego skutek można by opisać w kilku słowach: idący gość wrestauracji wyglądał, jak gdyby już się napił piwa, a był dopiero w drodze aby sobie to piwo przynieść. Die Przed poludniem mieliśmy wpłynąć do prortu w Reykjavik. Neptun był jednak czujny i nie dopuścił do tego. Prawdopodobnie pogniewał sie na załogę statku za to, jak nędznie zorganizowała chrzest nowicjuszy na kole podbiegunowym i postanowil ich ukarać. Przy okazji ucierpieliśmy i my, goście Aidy. Neptun rozkołysał morze do tego stopnia, że wejście do portu stalo się niemożliwe. Port Reykjavik leży na otwartym morzu i nie jest chroniony przed wiatrem i falami. Co innego było w Akureyri, które leży ukryte we fjordzie.
Zegnajcie zatem marzenia o zobaczeniu wulkanu, gejzerów, żegmaj marzenie o kąpieli w błękitnej lagunie. Neptun się pogniewał, kapitan podjął jedyną w tej sytuacji rozsądną decyzję o nie wpływaniu do portu a biuro turytyczne odpowiedzialne za rejs wypięło się na nas. Nie dość, ze przedtem nie ostrzegli nas, że ich statki nie są przystosowane do wchodzenia do miejszych portów w nieco trudniejszych warunkach, że większość portówna tej trasie nie ma infrastruktury do przyjnowania tak dużych statków, to jak do tej pory nie uslyszelismy słowa przepraszam. Nie zaproponowano nam też żadnej rekompensary np. przedłużonego pobytu w innym porcie. Nic z tego. Możemy się jedynie cieszyć z tych rundek, które kręci statek na pusto po morzu, żeby nie przypłynąć do następnego portu zbyt wcześnie..

Akcja ratunkowa w zatoce przed Reykjavik.
Inną sprawą i niekoniecznie miłą przygodą w Reykjaviku był powrót na statek pasażerów, którzy udali sie na dwudniową wycieczkę jeszcze z Akurineyri. Na zacumowanie w porcie nie bylo szans, a dowiezieni ich łodziami ratunkowymi Aidy było przy tej pogodzie zaprogramowaną katastrofą. Na wyspie nie mogli jednak zostać a statek musiał płynąć dalej. Nie było wyjścia. Wycieczkowicze muszą wrócic na statek. Po wielu naradach kapitana z przedstawicielem armatora w porcie (Aida kręciła w tym czasie przez kilka godzin kółka na pełnym morzu), dowiózł ich do Aidy na specjalny stateczek specjalizujący się w normalnych warunkach pokazywaniem turystom delfinów i waleni u wybrzeży Islandii. Statek zatem mocny i stateczny, przystosowany do kaprysów pogody.
Akcja trwala kilka dramatycznych godzin. Po kilku próbach przycumowania do Aidy na pełnym, bardzo wzburzonym wiatrem morzu udało się. Potem odbyła niebezpieczna, kilkakrotnie przerywana przez zbyt dużą falę operacja przsadzania pasażerów ze statku na statek. Przy czym należy wspomnieć, że każdy ze statków kołysany był przez falę w innym kierunku. Kiedy jeden szedł do dołu, drugi fala unosiła do góry. Tylko kiedy pokłady spotykały się przez kilka sekund na jednym poziomie, można było przesadzać, a właściwie to przerzucać pasażerów ze statku na statek.
Wszystko skończyło się jednak dobrze, bo Neptun pogniewał się na załogę, a nie na gości.

29-30.06.2011
W niewoli u Neptuna - ciąg dalszy

Mijają
kolejne 2 dni, a my siedzimy uwięzieni na statku. Jestesmy w drodze do portu Invergordon
w Szkocji. Trasa ta trwa normalnie troche dłużej niż jedna doba. Tym razem trwa
już trzecią dobe. Ale to nie statek stał się wolniejszy. Podejrzewam, że aby
nie dopłynąć zbyt szybko statek w nocy stoi albo kręci kółka. Armator popprostu
wypiął się na nas. Nie dość, ze przedtem nie ostrzegł nas, że statek nie jest
przystosowany do wchodzenia do miejszych portów w nieco trudniejszych warunkach
oraz że większość portów na tej trasie nie ma infrastruktury do przyjnowania
tak dużych statków, to jak do tej pory nadal nie usłyszelismy słowa
przepraszam. Nie zaproponowano nam też żadnej rekompensary np. przedłużonego
pobytu w innym porcie np Invergordon w Szkocji dokąd sie bardzo powoli
zbliżamy. Po prostu: Płyniemy powoli aby nie przypłynąć za szybko. Dodatkowy
postój w porcie kosztuje a armator nie ma zamiaru wydawać pieniędzy...

01.07.2011 Invergordon i okolice.
Nareszcie kawałek lądu. Szkocja. Invergordorn. Maleńkie zapyziałe miasteczko na końcu świata. Ale za to solidne miejsce do zacumowania. Gdyby takie było w Reykjavik, nie bylibyśmy zakladnikami Neptuna. Za miastem widać potężne zbiorniki. Górują nad nim i przytlaczają je swoim ogromem. Tutaj magazynowana jest wydobywana z Morza Północnego ropa naftowa.
Z drugiej strony, na zatoce, stoi kilka zardzewiałych platform wydobywczych. Ponieważ w mieście jest zakład remontowy platform, czekają one tu na swoją kolejkę do remontu a potem wędruja na swoje stałe miejsca na morzu północnym.
Wyruszamy autobusem nad Loch Ness. Słynne na całym świecie jezioro z potworem (paskudą) zwaną Nessi. Zgodnie z moją teorią tylko ci, którzy spojrzeli w wody jeziora kiedy było one gładkie jak lusterko, mogli zobaczyć potwora. Innym to się jeszcze nie udało.
Pięknymi i krąymi szkockimi drogami ruszyliśmy przez góry w stroną jeziora. Widoki przepiękne, droga kręta, niekiedy wdłuż przepaści.
Po godzine dotarliśmy nad jezioro do ruin historycznie bardzo ważnego dla tej okolicy zamczyska Urquhart Castle. Zwiedziliśmy ruiny, pospacerowaliśmy nad jeziorem i usiłowaliśmy wypatrzyć Paskudą Nessi. Moja teoria się sprawdziła. Był wiatr, woda była wzburzona więc nikt Nessi nie wypatrzył. Potem jeszcze ok. 20 kilometrów jazdy drogą ze wspaniałym widokiem na jezioro i krótki postój w Inverness, tolicy tutejszego regionu. Czasu starczyło akurat na tyle, by zrobić kilka zdjęći kupic parę pamiątek. Lecz cóż możnaby kupić jako pamiątke z tego regionu. Naturalnie tylko dojrzałą, osiemnastoletnią Whisky. Akurat dzisiaj mam okrągłe urodziny. Z tej okazji, stwierdziła Henia, człowiekowi w pewnym sensie bardziej dojrzałemu niż 18-letna Whisky czyli mi, należy się taka wyborna butelczyna. Możecie mi wierzyć, decyzja ta, szczególnie z przyczyn cenowych, nie była łatwa.

02.07.2011 Ostatni dzień w królestwie Neptuna.
Jak każda wyprawa, to również dobiega końca. Płyniemy zatem do Hamburga, gdzie jutro rano zejdziemy ze statku. Jesteśmy na Morzu Północnym. Wieje północny wiart zprzedkością 50 km/h. Fale rozkołysaly sie do 2- 3 metrów, ale statek stawia in dzielnie czoła. Kołysanie statku bylo prawie takie same jak w drodze do reykjavik. Cytuję: "Aida jest wyposażona w stateczniki chroniące przed bocznym kołysaniem, nie było więc źle. Czuliśmy się jednak jak wpociągu jadącym po rozjazdach. Kołysania statku wdłuż stępki nie dało się wyeliminować. Było to jednak kołysanie powolne, nie powodujące większych skutków (w razie czego odpowiednie torebki były jednak pod ręką). Statek unosił sie powoli i powoli opadał. Jedyny tego skutek można by opisać w kilku słowach: idący gość wrestauracji wyglądał, jak gdyby już się napił piwa, a był dopiero w drodze aby sobie to piwo

Zielgebiet
Nordeuropa
Schiff
AIDAluna
  • 7 Kommentare
  • 1052 Aufrufe
  • 1x positiv bewertet